O możliwości skorzystania ze zwolnienia z tytułu działania siły wyższej nie każdy pamięta, choć od jego wprowadzenia minął już ponad rok. Działa on na podobnych zasadach jak urlop na żądanie, z tą różnicą, że jest płatny jedynie w wysokości 50%. pracodawcy nie są miłośnikami tego rozwiązania, ale dla pracowników często może być to deska ratunku.
Z urlopu z tytułu działania siły wyższej można korzystać od 2023 r. Tę możliwość wprowadziła zeszłoroczna nowelizacja Kodeksu pracy, wdrażająca unijną dyrektywę work-life balance.
Każdy pracownik ma prawo do skorzystania z 2 dodatkowych dni lub 16 godzin zwolnienia od pracy. Powodem dla wykorzystania dodatkowego wolnego powinna być właśnie siła wyższa – czyli nagła, trudna do przewidzenia sytuacja. Przykładami działania siły wyższej mogą być pilne sprawy rodzinne, jak np. wypadek lub choroba, awaria w domu które wymagają od pracownika osobistego stawiennictwa w innym miejscu.
Pracodawca ma obowiązek udzielić pracownikowi zwolnienie od pracy z tytułu działania siły wyższej. Jedynym warunkiem jaki musi spełnić pracownik, to poinformowanie pracodawcy o potrzebnie skorzystania ze zwolnienia z tytułu siły wyższej najpóźniej w tym samym dniu. Przepisy Kodeksu pracy nie wprowadzają wzoru konkretnego wniosku. Dopuszczalne jest więc poinformowanie pracodawcy o swojej nieobecności telefonicznie, mailowo lub za pośrednictwem sms-a.
Warto pamiętać, że za zwolnienie z tyt. działania siły wyższej pracownik otrzymuje 50% wynagrodzenia.
Pracodawcy kręcą nosem
Fanami nowego zwolnienia od pracy nie są pracodawcy. Brak precyzyjnego wytłumaczenia terminu „siła wyższa” pozostawia pracownikom pole do szerokiej interpretacji lub nadinterpretacji. W związku z tym, że pracodawca ma obowiązek uwzględnić wniosek pracownika o dodatkowy dzień wolny, nieuczciwi pracownicy mogą to bezwzględnie wykorzystywać.
Z perspektywy pracodawców, zwolnienie od pracy z tytułu działania siły wyższej to, obok nagminnie wykorzystywanych zwolnień lekarskich, kolejna przyczyna destabilizacji pracy w firmie.